wtorek, 26 maja 2015

Naiwne ofiary giełdowych oszustów - czyli o tym jak ...

Na własne oczy i osobiście, jakieś dziesięć lat temu byłem świadkiem a wraz ze mną kilkadziesiąt innych osób ... ludzkiej naiwności ale i w pewnym sensie pazerności na możliwość podwojenia w bardzo prosty (jak im się wówczas wydawało) sposób zainwestowanych przed chwilą własnych pieniędzy.
Pamiętam był rok 2002, jak każdy młodzieniec lubiłem raz w tygodniu a dokładnie co niedziele, pomknąć w raz z moim młodszym bratem Krzysztofem, o własnych nogach na niedzielną giełdę, gdzie
setki drobnych sprzedawców, oferowało swoje produkty różnego rodzaju, od typowego klucza hydraulicznego, zestawu śrub, odzieży męskiej, damskiej aż po większego rodzaju asortyment typu meble pokojowe czy też kuchenne, których wykonanie można było zamówić według własnego upodobania.

W sumie głównym moim celem wizyt na giełdzie, była zawsze możliwość zakupienia za kwotę 10-15 zł płyt CD ze swoją ulubioną muzyką, moja decyzja na zaopatrywanie się w tego rodzaju płyty CD, spowodowana była tym, iż jako młody wówczas człowiek, nie dysponowałem na tyle odpowiednimi środkami pieniężnymi abym mógł sobie pozwolić na zakupienie, oryginalnych płyt CD w sklepach muzycznych, gdzie cena jednej płyty wynosiła nawet 75-80 zł.
Krążąc tak po giełdzie w towarzystwie swojego brata, napotkałem sytuację którą pierwszy raz w życiu, widziałem na swoje młodzieńcze oczy - otóż zgraja (przypakowanych i groźnie wyglądających) że się tak wyrażę Panów, oferowało przechadzającym się po giełdzie ludziom propozycję pewnej gry, w której aby można było wziąć udział, najpierw należało zainwestować co najmniej 100 zł, z ponoć pewną (lecz słowną) gwarancją jak zapewniali pomysłodawcy swojego projektu, zarobku +100% ... czyli inwestując 100 zł w przypadku wygranej, zwracali Ci 100 zł i jeszcze wypłacali drugie tyle (oczywiście wszystko było ukartowane i obmyślane w taki sposób, że choćby Ci oczy z gałek wychodziły to i tak zawsze przegrywałeś).
Na czym polegał przekręt?, otóż załóżmy że zaproponowali Ci udział w grze, a Ty naiwny, pełny nadziei na łatwy zarobek oraz pewny siebie człowiek, przyjąłeś to wyzwanie w którym niestety ale już od samego początku byłeś przegranym.
Owych Panów współpracujących ze sobą, a tym samym biorących udział w oszustwie było około pięciu, może więcej - stawiali przed sobą dość sporych gabarytów kwadratowy karton, na jego górnym boku który był jednocześnie jakby blatem, mieli wcześniej ułożone trzy kubeczki (ciemne).
W chwili rozpoczęcia gry - osobie ''która zgłosiła chęć udziału w nazwijmy to (zabawie), a która to osoba wyłaniała się z pośród gęstego tłumu gapiów'' ... pokazywali za każdym razem że kubeczki są puste i w całości czyli nie uszkodzone, a jednocześnie, że do jednego z nich wkładają kostkę (taką do gry na przykład w chińczyka), odkładali kubki do góry dnem i zaczęli przekładać kubeczki, nawet nie robiąc tego w jakiś szybki i gwałtowny sposób.
Zadaniem gracza było odgadnąć, w którym z kubków jest kostka ... ''Proste prawda?'', niestety nie w tym przypadku i nie w chwili gdy masz do czynienia z oszustami, którzy wpadli na pomysł, aby w pewnym miejscu górnej części boku kartonu, naciąć delikatnie jego strukturę w taki sposób aby nie było to zauważalne dla ludzkich oczu, a zarazem aby w chwili mocniejszego przyciśnięcia kubka w miejscu w którym znajdywało się nacięcie, kostka mogła wpaść do wnętrza kartonu.
Zaraz pomyślicie ''A skąd Ty to wiesz?'', odpowiem i nie musicie mi wierzyć, ponieważ moje młode oczy były na tyle, spostrzegawcze że to zauważyłem - niestety pech chciał że zbyt głośno wytłumaczyłem bratu na czym to polega i co przed chwilą dostrzegłem, gdyż obok mnie stał potężnej postury Pan w czarnej skórzanej kurtce, który gdy usłyszał moje słowa, spojrzał na mnie i powiedział teraz nie pamiętam dokładnie tych słów, ale to było coś w stylu ''Taki sprytny jesteś, to zaraz tak dostaniesz w gębę, że już nigdy nic nie powiesz'', szczerze?, z jednej strony mnie wkurzył ale z drugiej strony co ja, drobnej wówczas postury młody chłopak, mogłem zrobić takiemu King Kongowi?.
Obejrzałem w raz z bratem jedynie, dwie takie rozgrywki, gdzie atrakcyjna Pani w raz z mężem dała się naciągnąć na 400 zł, gdzie zaraz po tym gdy oszuści dali małżeństwu do zrozumienia że kolejny raz nie zgadli, ten który mieszał kubkami podawał w szybkim tempie do dłoni pieniądze gracza, swojemu drugiemu koledze, po czym ten znikał gdzieś w tłumie, tak szybko że aby go złapać musiałbyś być tą postacią z filmu emitowanego w latach dziewięćdziesiątych o nazwie Flash.
Zdruzgotany tym czego byłem świadkiem, a jednocześnie reakcją goryla stojącego dosłownie obok mnie, oddaliłem się w raz z bratem ... od tego tragicznego w realiach ludzkiego dramatu, rozgrywającego się na płytach mojej ulubionej giełdy, po czym postanowiliśmy im prędzej wrócić do domu, wymieniając po drodze swoje poglądy oraz zdanie na temat tego co właśnie widzieliśmy.
Do dzisiaj dziwi mnie naiwność oraz pazerność ludzka, kiedy to skuszeni ponoć łatwym zarobkiem, tracą niejednokrotnie setki a nawet tysiące złotych, biorąc udział w jakichś dziwnych projektach które od samego początku wyglądają na oszustwo, a ich pomysłodawcy tworzą owe tylko po to, aby z tychże naiwnych oraz słabych psychicznie ludzi - wyłudzić jak największą ilość gotówki.
Mimo wszystko, co było i nie było - z przyjemnością wspominam tamte czasy, kiedy to jako młody człowiek w raz ze swoim młodszym bratem, mogliśmy cieszyć się beztroskim dzieciństwem oraz tym wspólnie spędzonym czasem.
Do miłego ... Hej.
Pozdrawiam Cie Krzysiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz