czwartek, 28 maja 2015

O tym, jak kiedyś mocno nabroiłem.

Miałem wówczas 13 lat, gdy owa wiekowa trzynastka okazała się dla mnie, niespodziewanie pechowa.
Wszystko miało miejsce w trakcie, mojego wspólnego z moją mamą pobytu u kuzyna który jest w tym samym wieku co ja.
Zwyczajne odwiedziny które nie wróżyły niczego złego, oraz tego że coś nie przyjemnego w efekcie się wydarzy.
Lecz niestety owym trzynastolatką, czyli mnie oraz mojemu kuzynowi - palma uderzyła do głów i to konkretnie.

Uradowany możliwością wspólnie spędzonego czasu z kuzynem, zaraz po przybyciu na miejsce, przywitałem się z ciocią, wujkiem i kuzynem po czym ten zaraz zaciągnął mnie do swojego pokoju aby pochwalić się najnowszą kolekcją zdobytych rybek które posiadał w
akwariach poustawianych, dosłownie na każdej półce skromnej o bladych i ponurych kolorach meblościanki.
Przez chwile śledziłem z zainteresowaniem, jego pokaźną kolekcję którą tak bardzo się podniecał (nigdy nie rozumiałem tego zamiłowania), ale cóż każdy ma swojego bzika, dodatkowym upiększeniem sporej kolekcji wodnych żyjątek były nie tylko rybki, ale i chomiki oraz myszki których ilością również mógł się poszczycić, nawet konkurując w ilości ich posiadania.
Zaraz po demonstracji swojej kolekcji przez mojego kuzyna, postanowiliśmy nie czekając zbyt długo wybrać się na dwór, aby zasmakować przez chwile młodzieńczej wolności na świeżym powietrzu.
Po wyjściu z domu - kuzyn od razu postanowił zaciągnąć mnie za osiedlowe blokowiska w kierunku małej prywatnej działki budowlanej, idąc w kierunku niej spotkaliśmy po drodze kolegę kuzyna który na propozycję towarzyszenia nam w tej małej wyprawie, postanowił przyjąć propozycje.
Szliśmy tak przed siebie, a nasze miejsce docelowe czyli działka na którym znajdował się dom w trakcie budowy, powiększał się w naszych oczach im bardziej zbliżaliśmy się do niego ... ''W końcu jesteśmy na miejscu'' pomyślałem, ale co my właściwie będziemy tu robić, długo nie musiałem czekać na odpowiedź.
Kuzyn w raz ze swoim kolegą, długo się nie zastanawiając przystąpili do swoich niszczycielskich czynów, ''Co wy robicie, oszaleliście!!'', krzyknąłem na obu drani, którym jednym z nich był niestety mój kuzyn.
Ich młodzieńcze i silne ręce oraz energia, znalazły nagle ujście w budowlanej folii, tu i ówdzie porozkładanych narzędziach, desek, wiaderek oraz cegieł, które niczym owady zaczęły latać w powietrzu.
Przyznam że byłem w szoku, nagle zdałem sobie sprawę z tego, jak mało wiem o swoim młodym kuzynie, który przecież tak skromnie wygląda ze swej dziecięcej jeszcze budowy ciała (dzisiaj to już kawał chłopa).
Lecz niestety owi zdawali się nie reagować na moje wykrzykiwane słowa - nagle w oddali dostrzegłem trójkę dzieci z ogromnymi kwadratowymi tornistrami na plecach (były tak duże, iż zastanowiłem się przez chwilkę, jak takie małe istoty, dają sobie radę z ich udźwignięciem na plecach) ... ''Ooo spójrz, zobacz, idą te wypierdki ze szkoły, biegniemy do nich skopać im tyłki'', zagaił kuzyn w raz ze swoim kolegą, ''Co tak stoisz i się patrzysz, biegnij z nami?!!'', wykrzyknęli obaj w kierunku mojej skromnej osoby - cóż miałem poczynić, posłuchałem ich, i już po chwili stałem się ich kompanem w drodze, której zamiarem było wymierzenie nie wiadomo z jakiego powodu kary, oraz sprawdzenia swoich umiejętności dziecięcego stylu karate na trójce dzieci zmierzających do domu.
''Bach, bach, bum, bum, ciach i bach'', usunął się na ziemię po ciosach kolegi kuzyna, jeden z chłopców który za pewne był bratem pozostałej dwójki - młodzieńczy wyrok wydawał mi się, nie mieć końca, stojąc tak i obserwując całą tą sytuację ... zacząłem się zastanawiać dlaczego oni to robią?, chcą mi zaimponować, czy może pochwalić się swoimi dziecięco gangsterskimi wyczynami.
W przepływie adrenaliny i mojego strachu, żaden z nas nie zauważył nawet że, jedno z trójki dzieciaków, pobiegło szybko do swojego domu rodziców, który jak się okazało stał nie daleko piaszczystej szosy na której rozgrywał się właśnie młodzieńczy dramat.
''Już dość wystarczy!!'', ku mojemu zdziwieniu wykrzyknął kuzyn ... i już po chwili znaleźliśmy się w trójkę na placu budowy, na której dokonywali niszczycielskich prób zrównania z ziemią tegoż że miejsca.
''Hej, jakiś Pan biegnie w naszym kierunku!!'', krzyknąłem w stronę swoich nieznośnym kompanów, pechowej w skutkach jak się później okaże osiedlowej wycieczki - ''Ty to ich ojciec, zwiewamy stąd i to już!!'', krzyknął kuzyn i już za chwile, nasze nogi zerwały się do ucieczki.
Biegłem ile sił w nogach, co chwila oglądając się za siebie aby być pewnym że kolega kuzyna na pewno dorównuje nam kroku ... natomiast kuzyn wyrwał z taką szybkością (za pewne pod presją strachu), iż biegnąc przed siebie, widziałem jedynie zarys jego skromnej postaci przed sobą.
Po chwili stało się ... kolega kuzyna został złapany przez goniącego nas mężczyznę, który jak się później okazało był ojcem trójki dzieci, gdzie jedno z nich miało nie przyjemność, doświadczyć siły ciosów, jednego z nas.
Mimo strachu oraz wyobrażenia sobie w myślach, co będzie dalej (za pewne zaciągnie go na komisariat policji, a może zaprowadzi do domu mojego kuzyna), takie oto obawy torpedowały wręcz mój młodzieńczy wówczas umysł - lecz nie zwalniałem tempa, biegłem tak szybko że co jakiś czas parowały mi okulary ... to za pewne z powodu ogromnego stresu którego efektem było, wydarzenie mające miejsce zaledwie kilkaset metrów stąd, pot który wydobywał się z mojego młodzieńczego i energicznego ciała i chyba para która buchała ze mnie niczym z komina, ogromnej lokomotywy.
Dobiegłem w końcu do bloku w którym mieszkał kuzyn, wdrapałem się na drugie piętro - aby już po chwili wpaść do mieszkania niczym bomba ... natomiast kuzyn siedział zaszyty w swoim pokoju, cichutko niczym mysz pod miotłą.
''I co udało nam się, uciekliśmy mu wszyscy?'', spytał mnie kuzyn - ''Wydaje mi się że ten Pan złapał Twojego kolegę, ale co dalej było to nie wiem, gdyż uciekałem ile sił w nogach''.
''To teraz będzie, jak ten facet go nastraszy, na pewno przyprowadzi go tutaj'', powiedział kuzyn ... i jak się okazało, wywołał wilka z lasu, gdyż długo nie musieliśmy czekać, aby ponownie przywitać się ze swoim trzecim złoczyńcom oraz facetem który rzucił się w pościg za nami, po tym gdy jedno z jego dzieci, zostało stłuczone na kwaśne jabłko.
''Leszek, Rafał ... chodźcie ino tu na chwile'', zawołała moja mama w raz z ciocią ... wyszliśmy obaj na przedpokój gdzie czekały na nas nie tylko nasze mamy, ale i kolega oraz ojciec pokrzywdzonych w jakimś sensie dzieci.
Nie przedłużając, powiem wam w skrócie że porządnie mi się dostało od mamy, dostałem takie lanie zaraz po wyjściu owego Pana oraz naszego trzeciego kompana iż myślałem że na pupę nie usiądę - jeszcze z pół godziny krzyków, oraz odgrażania się mojej mamy że wszystko opowie tacie i już jakby było po wszystkim.
Na szczęście po przybyciu do rodzinnego domu, mama nie wspomniała ojcu słowem o feralnym wydarzeniu, lecz była jeszcze zła na mnie przez kilka dni - na szczęście jak to kochająca mama, po czasie jej minęło i zapomniała o wszystkim, wrzucając wydarzenie do wielkiego worka zapomnienia dając mi do zrozumienia, jakby nigdy nic się nie stało.
Pozdrawiam wszystkich i do następnego ... Hej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz