poniedziałek, 8 czerwca 2015

A dzisiaj smacznie do zjedzenia, słonecznie i czytelniczo.

Witam wszystkich.
Dzisiaj mamy kolejny piękny i słoneczny dzień, mam tylko nadzieję że nie będzie on aż tak bardzo upalny jak kilka ostatnich, które wystawiły nas na wielką próbę, tego ileż to potrafią wytrzymać nasze organizmy.
Moja poranna przystawka to smaczny placuszek z galaretką i truskawkami, niestety ze wzgląd na czas którego ostatnio mam coraz mniej, nie jest on mojego dzieła, lecz mojej babci która w dniu dzisiejszym przywiozła mi osobiście smakołyk do domku, a więc miałem dzięki temu doskonały dodatek
do Cappuccino o smaku waniliowym, którą uwielbiam.

Ja, mam już w zasadzie wszystkie swoje sprawy w dniu dzisiejszym załatwione - odebrałem potwierdzenie udziału w kursie uzupełniającym w moim zawodzie, monter wod-kan plus uprawnienia gazowe, a więc jak już wczoraj nadmieniłem w krótkim wpisie na Google+ teraz czeka mnie, jak
się okazało nie 150 godzin kursu, lecz 120 godzin teorii oraz praktyki uzupełniającej, zarazem.
Na szczęście firma się zlitowała i kurs odbędzie się, jakieś 15-20 minut drogi pieszo od miejsca w którym mieszkam, a więc korzystając z tego że mamy ostatnimi czasy tak piękną pogodę, będę sobie chodził na piechotę (a co mi tam, wyjdzie na zdrowie i na kondycje dobrze podziała), z resztą ja i tak przyzwyczaiłem się chodzić na piechotę, robiłem to dość często gdy odwiedzałem swoją przyjaciółkę Żanetę, choć ostatnimi czasy byłem u niej dość dawno bo chyba z 2-3 tygodnie temu, jak nie lepiej.
No cóż brak czasu ... człowiek ma różne sprawy na głowie, no i dwa mieszkania do ogarnięcia czyli moje i brata, który w zasadzie w swoim mieszkaniu jest jedynie gościem raz w miesiącu - a kto wie, od września być może już w ogóle nim będzie gdyż szykuje mu się wylot do USA do Meksyku, gdyż obecnie pracując w Niemczech na stałe, okazało się że pracodawca jest tak z niego zadowolony iż zamierzają, wysłać go na stałe do USA.
Jakie są moje plany na dzisiaj?, popołudniu udaję się do Żanety, jesteśmy umówieni na wspólny obiad który skosztujemy na osiedlu Błonie na którym znajduje się ładny bar o nazwie Mikrus ... naszym celem są leniwe ze stopionym masłem, posypane cukrem i cynamonem.
Ostatnio jak tam byłem tak mi zasmakowały, że padła propozycja z mojej strony dla Żanety iż zapraszam ją właśnie tam.
Jutro dali mi wolne a więc troszkę odpocznę, no przynajmniej tak mi się na razie wydaję ale to różnie bywa, i wszystko może ulec zmianie - a od środy zaczynam jak mi to powiedzieli, intensywne szkolenie, jak się okazało będzie trwało w dni robocze od godziny ósmej rano do szesnastej ''Jakoś zleci, więcej godzin się pracowało'', pamiętam lata pomiędzy 2000 a 2004 rokiem, gdzie pracując w drukarni, w domu jedynie jadłem i spałem, to był istny turniej godzinowy, szedłem do pracy na piątą rano a kończyłem o osiemnastej ale zdarzały się dni gdzie, idąc do pracy na piątą rano, wracałem do domu następnego dnia o dziesiątej, i jeszcze tego samego dnia kolejny raz na osiemnastą i tak wciąż przez okres prawie czterech lat.
Na szczęście po tym czasie, postanowiłem skończyć z takim trybem życia i znalazłem sobie wówczas pracę w nowo wybudowanym hipermarkecie Carrefour, uwierzcie mi że gdy zacząłem w nim pracę na stanowisku sprzedawcy w dziale warzywa-owoce, wówczas poczułem co to jest normalne życie i weekendy wolne.
Lecz w chwili obecnej, jest to jedynie przeszłość do której w tej chwili pisząc to, udało mi się na chwilkę powrócić ... czy czegoś żałuję?, i tak i nie - tak gdyż mogłem wcześniej wziąć się w garść i zrealizować swoje postanowienie, z którym obnosiłem się przez te prawie 4 lata przez które pracowałem w drukarni, a którym to celem było znalezienie sobie jakiejś ''normalnej'' pracy ... ale sami wiecie jak to jest, przychodziło się do domu zmachanym po tylu godzinach pracy to na nic więcej nie miało się już chęci, tylko wypocząć.
A nawet jeśli zdarzył się dzień czy dwa wolne, to siedziałem w domu czując się jak zmiętolona guma do żucia - ale pewnego dnia nadszedł przełom i wyłamałem się z rąk tego wielkiego potwora który najchętniej to uwiązałby mnie do zakładowej bramy i nie puścił ... choć już od ponad trzech lat drukarnia ta, jest już tylko wspomnieniem zrównanym dosłownie z ziemią, gdyż drukarnie zburzyli a na jej miejscu budują właśnie ogromnego potwora zwanego hipermarketem, których w moim mieście jest multum.
A dlaczego nie?, choćby dlatego ponieważ mam dużo miłych wspomnień związanych z moją pracą w tejże drukarni, przede wszystkim są dlatego miłe ze wzgląd na to iż poznałem tam wielu miłych ludzi a także były to czasy spędzane z moją św.p mamą, gdyż to właśnie z nią pracowałem w tej drukarni ... żałuję tylko że nie mam żadnych zdjęć z tamtego okresu gdy tam pracowałem, gdyż nie ukrywam że praca może nie była najlżejsza ale też nie była jakaś tragiczna, i od czasu do czasu mogłem pozwolić sobie na spory luz - nawet taki aby sobie trzasnąć fotkę z osobami które lubiłem a z którymi jednocześnie pracowałem, a po co?, no choćby po to aby dzisiaj cieszyć się pamiątką z tamtego okresu w formie ładnych zdjęć do swojej prywatnej kolekcji. 
Tak się rozpisałem że teraz, to jakby na to spojrzeć fotka nie pasuje do treści ale co mi tam ... niechaj będzie smacznie oraz czytelniczo.
PS: Pierwszy raz zdarzyła mi się taka sytuacja, gdzie najpierw opublikowałem materiał, a dopiero później robiłem poprawki, dlatego też trzy razy spotkała go edycja oraz dopisanie sporej treści :)
Do następnego miłego, pozdrawiam wszystkich ... hej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz