wtorek, 16 czerwca 2015

Bąbelkowe wspomnienia czyli siła przeszłości nad teraźniejszością.

Wybaczcie mi moi drodzy, moje dzisiejsze ewentualne błędy interpunkcyjne bądź pozostałe orty, ale nie dawno co przyjechałem do domu ze szkolenia i jestem dosłownie padnięty.
Z chwilą gdy uruchomiłem tego skromnego bloga, obiecałem sobie że nie będę pisać w dwóch przypadkach, otóż gdy będę zmęczony lub zdenerwowany ... wiem co byście chcieli jeszcze dodać, lecz nie, ja nie używam alkoholu.
Nie będzie to rozprawka o wspomnieniach kiedy to, trafiłem na swojego ulubionego szampana którego smakiem w szczególny sposób się delektowałem, nie będzie to również opis mojego pierwszego razu gdyż uważam, że co jak co ale człowiek musi zachować jednak pewien dystans.

Być może daje mi się we znaki lekkie zmęczenie i wypalenie psychiczne, gdyż ostatnimi czasy kładzie się w mojej osobie na owe dość duży nacisk, co w konsekwencji troszkę mnie nadpaliło, niczym iskra płomyka jakiś skrawek delikatnego materiału, lecz mimo wszystko jak to popularnie mówią ''daaamy radę''.
Muszę przyznać się do jednej rzeczy, po zakończonych dzisiejszych kursach praktycznych udałem się do mojej babci, która zaproponowała mi wtorkowy wspólny obiad, w swoim domowym zaciszu - oczywiście nie odmówiłem babci, dlatego też krótko po godzinie 15 stej zawitałem u babci w mieszkaniu.
Nie wiem dlaczego ale lubię ten moment, kiedy wchodzę do mieszkania babci i witam się z nią, rozpoczynając te nasze wspólne rozmowy ... niby nie są one jakieś szczególne, gdyż dotyczą zazwyczaj bardzo prostych i życiowych tematów w stylu, jak minął nam dzisiejszy dzień, co robiliśmy w dniach poprzednich itp.
Oczywiście potrafię wypuścić ze swojego umysłu wręcz, wodzę nawet ekstremalnej fantazji i nawet troszkę pokrzyczeć, lecz nie będę się tutaj na owe rozpisywał gdyż mogę nie chcący kogoś urazić a nawet zanudzić, na kozią śmierć ... lecz może idźmy dalej.
Otóż, wydaje mi się że w chwili gdy przyjeżdżam do babci, udziela mi się troszkę taki jakby czar tego miejsca oraz całego otoczenia które przecież znam już na pamięć, za równo jeżeli chodzi o mieszkanie mojej babci jak i osiedla na którym mieszka - toć jakby nie było, spędziłem tam pierwsze miesiące swojego życia ... gdyż moi rodzice, nie od razu dostali mieszkanie.
Och te ziemniaczki polane delikatnie tłuszczem, pierś z kurczaka i surówka warzywna ... no cóż od tego zacząłem, lecz babcia nie pozwoliła mi na to, abym na tym poprzestał, gdyż już za chwilkę zaserwowała mi porcję pysznie wyglądających i słodkich truskawek które posypane cukrem sprawiły że poczułem na podniebieniu, podwójną dawkę słodkiej energii.
''Cóż babciu dziękuję Ci za tą pyszną porcję'', odpowiedziałem z zadowolonym żołądkiem, lecz to nie zapowiedziało owego końca, gdyż babcia miała wobec mojej osoby jeszcze jeden pyszny plan.
Jak się okazało, na stole w kuchni stała jeszcze porcja budyniu - który polałem sobie sokiem z truskawek oraz obsypałem na w pół pokrojonymi truskawkami, które sprawiły że owy budyń nie przypominał jedynie gęstej konsystencji wlanej do salaterki, ale mógł być śmiało skojarzony z wręcz idealną przystawką delikatnie królewskiego deseru.
Mimo iż miałem już dość tych smaczności, skusiłem się na słodki grzech który w bardzo szybkim tempie został pochłonięty przez nie tylko mój wzrok, ale i żołądek.
''Leszek, aby mi to było ostatni raz ... kiedy to upajasz się smacznymi chwilami i nie uwieczniasz ich na karcie pamięci swojego smartfona, przez Twoje nieogarnięcie się, teraz Ci którzy to czytają, mogą jedynie poruszyć swoją kolorową wyobraźnie aby pocieszyć się choć w myślach tym, co również tak jak Ty, chcieliby skosztować''.
Nadeszła godzina pomiędzy 15-16 stą, a wiecie co wówczas się zaczyna?
''Wspaniałe stulecie'', czy jakoś tam ... no i nastała kilkudziesięciominutowa cisza, gdyż moja babcia niestety ale to ogląda - swoją drogą ta ruda jest nawet niczego sobie.
PS: Nie rozumiem dlaczego pokazuje mi że trzasnąłem orta, przy tych mnogich minutach, naznaczyłem to, niechaj nasze przemądre Google się tym zajmie.
Hura koniec!, teraz mogę na spokojnie zająć słuch babci moim głosem a i przypomnieć owej, o mojej obecności ... oczywiście troszkę przeginam w tej chwili, gdyż moja babcia zawsze stara się poświęcać mi uwagę.
Przystąpiliśmy więc do kolejnych rozmów na różnego rodzaju tematy, tym razem zakres owych był nieco szerszy i dotyczył polityki ''Blaa, blaa, blaa koniec rozmowy o polityce ... wiem że tego nie lubicie, tak samo z resztą i ja, dlatego mówię definitywnie stop''.
Z powodu tego, iż nie dysponuje jakimiś starymi rzeczami w swojej garderobie które mogłyby iść na straty, spytałem babcie czy ma jakiś stary sweter po dziadku który mógłbym jutro użyć jako odzież roboczą, na dalszy ciąg szkolenia praktycznego - swoją drogą dzisiaj gwintowałem, zgrzewałem na gorąco rurę gazową z dodatkiem lutu, oraz zgrzewałem rurę PCV, poszło ponoć dobrze ... ale jutro czekają nas poważniejsze wyzwania, no cóż zachciało Ci się zostać hydraulikiem to teraz rozwijaj swoją wiedzę.
Niechaj zawód hydraulika nie kojarzy wam się, z tym co było kilkanaście lat temu ... tego już nie ma halo proszę otworzyć szeroko nie tylko oczy ale i umysł, dzisiaj ten zawód to kopę maszynek, czytników, czujników itp.
No ale kontynuując powyższe i wcześniejsze, skupiając się na swetrze po dziadku, znalazł się w jednej chwili taki który idealnie mi odpowiada, nie za gruby nie za cienki - taki w sam raz, ale powiem wam coś w tajemnicy ... jest czerwony jak truskawka :)
Wziąłem owy sweter do swoich męskich dłoni, i zaraz przypomniały mi się stare dawne czasy, oczywiście związane z moim kochanym dziadkiem który uważał mnie za swoje oczko w głowie ... hmm ileż to on miał cierpliwości do tego małego pierdziela, który ponoć w kuchni po otwarciu szafy wyjmował kilogram cukru i łyżką rozsypywał go po podłodze, ciesząc się przy tym z tego, że dziadek pozwala wnuczkowi na odrobinę dziecięcego szaleństwa.
Miałem też jeszcze jedno ulubione zajęcie u babci i dziadka, otóż lubiłem porozstawiać taborety w taki sposób iż tworzyły kwadrat, zarzucić na owe koc i udawać że jestem pod namiotem - chyba byłem skromnym dzieckiem, gdyż to mi wystarczyło na tyle, iż nie dopominałem się nigdy rodziców o jakieś kolonie, które w porównaniu do czasu spędzonego u babci i dziadka, były dla mnie niczym.
A ten karton znajdujący się w jednym z trzech pokoi, w którym to kartonie zawsze mogłem znaleźć mnogość prostych zabawek które wypełniały mi czas ... gumowe piłki do gry w tenisa ''Ależ ja ich przetraciłem na dworze, gdy odbijając owe o szczyt bloku, wbijały się w blaszaną konstrukcję szyn które były zamocowane właśnie od strony szczytowej budynku'', ping pongi, klocki, samochodziki, żołnierzyki oraz inne, było tego troszkę - także nigdy nie mogłem powiedzieć że nie miałem czym bawić się w czasie wakacyjnego pobytu u babci i dziadka.
Szkoda tylko, że los okazał się tak ''brzydki'' i nie pozwolił mi na to, abym dzisiaj już jako dorosły człowiek, mógł cieszyć się obecnością swojego dziadka ... ponieważ gdyby się choć troszkę zlitował, to za pewne dzisiaj to właśnie dziadek wręczałby mi osobiście, tenże skromny sweter który pamięta lata przeszłości oraz z pewnością i moje dzieciństwo, lepiej ode mnie.
Przywiozłem do domu, w słoiczku porcję pałek w raz z sosem ... obiad jutro mam już z głowy - wystarczy że ostrugam ziemniaków, wstawię i gotowe.
Jutro będę w domu o podobnej godzinie, gdyż kurs nieco się przedłuży ... po prostu wiem o tym już dzisiaj, gdyż uprzedzono mnie o tym fakcie.
Na dzisiaj kończę, piszę do was jako dorosły człowiek lecz z odległej przeszłości swoimi dziecięcymi jeszcze dłońmi ... które postanowiłem zaprezentować wam na powyższym zdjęciu.

Do następnego ... hej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz