poniedziałek, 29 czerwca 2015

Kolejny dzień blogowego hydraulika, pieszego i ...

Nie wiem nawet kiedy usnąłem wczorajszego wieczoru, w sumie to było raczej takie automatyczne działanie, położyłem się zamykając swoje zmęczone oczy które kolejny raz przez cały dzień spoglądały na tysiące rzeczy które już mnie nawet nie dziwią ... czasami mam wrażenie że już prawie wszystko widziałem i raczej nic nie jest wstanie mnie zaskoczyć.
Noc minęła mi tak jakoś szybko, z resztą cały weekend przeleciał mi obok nosa, niczym kamyk wystrzelony z procy - przeważnie mam
tak, że gdy dzieje się coś fajnego to dzień zleci mi niepostrzeżenie witając kolejnym wieczorem, prezentując przede mną posłane łózko gotowe przyjąć moją osobę pod swoje pielesze.

Obudziłem się dzisiaj około godziny 5:40, otworzyłem oczy spojrzałem na godzinę która na samym początku bardzo mnie zmyliła, gdyż wydawało mi się że to dziewiąta - szybko więc wyskoczyłem z wyrka, pobiegłem im prędzej do łazienki celem doprowadzenia się do porządku, ''kurde jak to się stało że nie słyszałem rano dzwonka w smarcie, przecież zawsze tak głośno dzwoni, spóźniłem się na kursy i to bardzo się spóźniłem!!'', wyskoczyłem z łazienki spojrzałem jeszcze raz na zegar ... ''chwila, chwila, hola koleś, toć to godzina 5:40, a Ty wstajesz o 6:25''.
Poczułem ulgę, gdyż nie cierpię się spóźniać czuje się wówczas taki ... gorszy?
Zwolniłem więc tempa, kładąc się ponownie do łóżka przymykając oczy, leżałem tak i leżałem gdy po chwili mój umysł zaczął odtwarzać jakiś sen ... z początku pamiętałem go, ale gdy w oddali usłyszałem dzwoniące w kościele dzwony, zaraz oprzytomniałem z początkowej fazy snu w który powoli się wprowadzałem, po czym natychmiast zerwałem się z łóżka.
Wyjąłem w jednej chwili odpowiednie ciuszki, ubrałem się i poszedłem do kuchni przygotować sobie poranne śniadanie - w sumie owe miałem już gotowe, gdyż z dnia wczorajszego zostawiłem sobie dwa naleśniki których specjalnie nie wkładałem do lodówki, pozostawiając je na stole w kuchni ... właśnie z tym zamiarem, aby rano nie były aż tak zimne i abym mógł je po prostu zjeść.
Opanowałem w krótkim czasie płaski smakołyk, po czym udałem się do łazienki na szybkie lecz dokładne szorowanie ząbków ... i zaraz po tym wskakując w buty, opuściłem swoje domowe kąty kierując się na kursy.
Przyjechałem oczywiście o czasie, koledzy jak zwykle zgromadzeni przy stole, spoczywając na swoich siedziskach oczekiwali przybycia jeszcze kilku osób, które miały dłuższą drogę do miejsca w którym odbywają się nasze kursy.
Przywitałem się ze wszystkimi, po czym przygotowałem sobie ciepły napój i poczęstowałem drożdżówką oraz bułką z dodatkiem serka topionego i zielonej sałaty.
Jest to po prostu taki śniadaniowy zestaw, który każdy z nas dostaje od firmy kateringowej co dzień rano, ''przyznam że ta bułka zawsze mi smakuje, jedynie nie lubię gdy owa jest z pastą rybną która smakuje obrzydliwie''.
Na początku każdy z nas, miał za zadanie wykonać łączenie rur miedzianych przeznaczonych do instalacji gazowej ... a dokładnie łączenie za pomocą pasty oraz lutowania miękkiego.
Przygotowałem swoje stanowisko, zabezpieczyłem rurkę miedzianą oczyszczając ją czyścikiem ''tak zwaną kromką'' z ewentualnych nierówności, rdzy oraz innych zanieczyszczeń które mogłyby przeszkodzić w wykonaniu szczelnego połączenia - po czym nałożyłem na zewnętrzną część rurki pastę i wsunąłem na ową tak samo miedzianą mufkę ... po połączeniu usunąłem nadmiar pasty szmatką i czekałem na swoją kolej połączenia na ciepło zgrzewem za pomocą lutowania.
Nadeszła w końcu moja kolej, podszedłem do stanowiska, położyłem rurkę na brzegu stołu, usztywniłem ją imadełkiem, chwyciłem do lewej ręki cynę do prawej butle z gazem grzewczym i przystąpiłem do pracy ... w przeciągu jednej chwili młody właściciel firmy hydraulicznej skierował w moją stronę obiektyw aparatu i wykonał mi dwa zdjęcia które posłużą za dokumentacje.
Połączenie wyszło idealne oraz szczelne, to znaczy że nie było lutem wkoło ''nasmarkane'' - zaraz po tym, przeszedłem do drugiego stanowiska gdzie wykonałem łączenie na ciepło rur PCV przeznaczonych do wody ciepłej jak i zimnej :)
Z lewej strony na zdjęciu prezentacja, pierwsza rurka to PCV łączenie na ciepło, natomiast druga przeznaczona do instalacji gazowych rura miedziana łączona lutem na miękko.
O ile przy łączeniu pierwszej rury należy posłużyć się bardziej wyczuciem oraz sprawnością ruchową gdzie po nałożeniu kolanka na rurkę należy w szybkim tempie łapać prosty kont, to już przy łączeniu drugiej rury a mowa o miedzianej należy wykazać się sprawnością ruchową bez najmniejszego trzęsienia się rąk ... po prostu skupienie oraz spokój mogą wykonawce uratować i tym samym zapewnić trwałe jak również i przede wszystkim szczelne łączenie.
Po wykonaniu obu zadań, usiedliśmy wszyscy ponownie do stołu, napiliśmy się napoju, Ci co czuli potrzebę odeszli na bok zapalić papierosa ... po czym, po krótkiej przerwie poszliśmy do budynku w którym zakładałem ja i dwóch moich kolegów ogrzewanie podłogowe.
Przyznam że przy tej czynności wymagana jest nie tylko siła fizyczna aby naprostowywać rurę która w swojej strukturze jest upierdliwie sztywna, ale należy również uważać, aby w czasie wykonywania zgięć o szerokości 20 cm, po prostu nie złamać rury.
Układaną w ten sposób rurę na podłożu już wcześniej przygotowanym również przez nas, mocujemy ową instalacje za pomocą zacisków które wciskamy w podłoże styropianu ... w ten oto sposób mamy pewność że instalacja nam się
nie rozsunie i tym samym nie zmieni struktury danego ułożenia.
Przyznam że sporo metrów żeśmy tej rury nakręcili ... no ale jak to mówi nasz kolega Tomek który zyskał u nas przydomek ''Miedziucha'', ''kto da radę jak nie my''.
Powiem wam w tajemnicy że Tomek, stał się istną rozrywką naszych kursów wod-kan, człowiek ten choć już w pewnym sensie dorosły gdyż ma 25 lat, posiada tak specyficzne oraz ciągłe poczucie humoru, że każde słowo czy też zdanie potrafi w krótkim czasie a w zasadzie to nawet w natychmiastowym czasie, obrócić w porządny żart który zapewni Ci śmiechy oraz hihy na co najmniej godzinę.
Widzicie te drzwi na wprost znajdujące się na pierwszym zdjęciu pomieszczenia?, otóż Tomek wymyślił sobie że, ustawi rury ocynkowane po obu brzegach tychże drzwi ''i tak z resztą uczynił'', zrobił sobie z długiej listwy kij do hokeja, położył na podłodze kolanko PCV, i trafiał do stworzonej przez siebie bramki - hmm Tomek ma jeszcze lepsze pomysły, lecz pozostałych wole nie opisywać, gdyż złapalibyście się wszyscy za głowę.
Minęło troszkę czasu w trakcie którego, wykonaliśmy kilka zadań oraz porządnie wykonanej pracy ... kiedy to o godzinie trzynastej, postanowiliśmy wszyscy udać się na chwilowy spoczynek przy naszym stole znajdującym się na dworze - wyszliśmy więc z budynku na dwór, kierując się w stronę naszego miejsca porannego zgromadzenia ... kiedy to nasz wykładowca z kursów, wykonał ten swój dziwny gest rękoma, mówiąc do nas ''noo chłopaki, przebierać się i do domu'', przez chwile wszyscy myśleli że to jakiś żart, gdyż była dopiero co godzina trzynasta, lecz Pan wykładowca mówił poważnie - a więc ku uciesze, przebrałem się w czyste ubrania, poskładałem swoje rzeczy, spakowałem do reklamówki, podałem na do widzenia dłoń wykładowcy i ruszyłem do Żanety.
Zaraz za bramą miejsca w którym odbywały się nasze kursy, zadzwoniłem do Żanety aby ją poinformować że za około trzydziestu minut będę u niej w domu ... szedłem więc przed siebie, miastem mijając po drodze setki ludzi, dziesiątki samochodów oraz tyle samo budynków - na miejscu u Żanety byłem gdzieś około 14 stej, przy samych drzwiach przywitała mnie z uśmiechem, poszedłem się jeszcze domyć a Żaneta w tym czasie przygotowała mi kawę zbożową, ''ehh tym razem troszkę jej się sypnęło, bo zrobiła taką mocną że hoho'', no ale nic, wypiłem kawę, a i przy okazji zostałem ugoszczony dobrym obiadem który zwał się parzybrodą.
Posiedziałem około półtorej godziny u Żanety, czas ten wykorzystaliśmy na rozmowach w raz z jej siostrą Katarzyną, która ostatnimi czasy coś mnie unika ... no ale cóż może ma taki okres, że stroni od samców.
Około godziny 15:30 wyruszyłem w drogę do swojego domu, szedłem w sumie na pieszo gdyż postanowiłem darować sobie przejazd autobusem a tym bardziej że na ulicach panowały spore korki - ale w sumie to też dla lepszej kondycji, gdyż ostatnimi czasy dostało mi się troszkę brzuszek, na który zwróciły uwagę Żaneta, jej druga siostra Arleta oraz ich mama Ewa.
No cóż, po przybyciu do domu, odczekałem z godzinkę i doprawiłem się jeszcze rosołem - a teraz siedzę tutaj przed swoim laptopem, pisząc do was o tym ... jak minął mi kolejny nowy dzień.

Pozdrawiam wszystkich i do następnego ... hej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz