niedziela, 14 czerwca 2015

Moje niedzielne nieogarnięcie i troszkę fotkowych wspomnień.

Mam pytanie ... czy dzisiaj jest piątek 13 stego?
Toć spoglądam w kalendarz mojego laptopa i jak w buziuchnę strzelił, widzę że niee.
Ta moja dzisiejsza niedziela jest jakaś pokręcona, zakręcona i w dodatku pechowa - pokręcona i zakręcona z tego względu że, obudziłem się dzisiaj rano, spojrzałem na zegar i widzę że jest dziewiąta ... myślę sobie ''Wstawaj Leszek, dobra jest godzina'', a więc poszedłem grzecznie do łazienki, zrobiłem yhyy siusiu, umyłem buzie, wyszorowałem ząbki gdzie w trakcie tego ułożyłem sobie
krótko metrażowy scenariusz, że jak już wypiję herbatę i ubiorę się to pójdę do Netto, coś tam ogólnego kupić.

Zaraz po wyjściu z łazienki, udałem się więc do kuchni, gdzie wstawiłem czajnik z wodą aby przygotować sobie ciepłą poranną herbatę, wracam po chwili do pokoju, usiadłem skrawkiem pupci na sofie, aż tu nagle ... widzę swoimi skromnymi oczyma właśnie teraz, właśnie w tej chwili dokładną godzinę, otóż jak się okazało tak na prawdę była dopiero godzina siódma!!
Nie wiem jak ja chwila wcześniej spoglądałem na ten zegar, chyba miałem wzrokowe zaćmienie, to bym się zdziwił zaraz pomyślałem jakbym tak zszedł do Netto i tak małą chwilkę sobie postał przed zamkniętymi drzwiami nie spoglądając że to nie jest ta godzina która wydawała mi się że jest, a tym bardziej że Netto otwierają w niedzielę o ósmej.
W jednej chwili poszedłem do kuchni, wyłączyć wodę i położyłem się jeszcze do łóżka, gdzie nawet nie wyczułem tej chwili w której ponownie zasnąłem, (a jeszcze przecież, przebudziłeś się draniu o piątej rano i dobrze wiesz że lało jak diabli, a Twój zaspany umysł zapomniał nawet o tym, że na balkonie miałeś wisieć koszulę wyjściową i jeansy) ... dosłownie niedzielny zakręt.
No nic ale jak się później okazało, mimo porannej ulewy wszystko było o dziwo suche ''A z resztą po co o tym piszesz, wydaje Ci się że kogoś interesują Twoje ciuchy kiszące się na balkonowych linkach?''.
Ogólnie ten drugi już raz, obudziłem się o jedenastej - miałem takiego lenia, iż odnosiłem wrażenie że ktoś mnie przykleił do łóżka, gdyż za diabła nie miałem chęci się z niego zwlec.
No ale cóż, musiałem to zrobić, przede wszystkim dlatego ponieważ wypadało ściągnąć te dwa ciuszki z balkonu, a i w łazience miałem wisieć wczorajsze pranie które aż się prosiło aby je ładnie poskładać i ułożyć tam gdzie ich miejsce, czyli w szafach tu i tam.
Jeszcze w między czasie szybki sms do brata z pytaniem czy już przekroczył Niemiecką granicę, bo jak wiedzą Ci którzy fatygują się czytać moją skromną historię od początku, mój brat na stałe pracuje w Niemczech, a już niebawem będzie to znacznie dalej gdyż za oceanem :)
Nie abym się z tego powodu cieszył, gdyż wówczas to nie wiem jak często a raczej rzadko przyjdzie nam się widzieć, no ale cóż jak to się mówi ''życie''.
A dlaczego pechowa? ... to spójrzcie na to zdjęcie poniżej, widzicie to rozerwanie z prawej strony po środku?, to się stało dzisiaj, w trakcie gdy wyjmowałem owe z albumu, jak się okazało było po bokach poklejone od taśmy klejącej i po prostu przywarło do folii albumu, ja wyjmując za bardzo się do tego przymierzyłem i rozerwałem zdjęcie, prawie na wpół, zanim więc skończyło na płycie kopiarki, skleiłem je od spodu taśmą przeźroczystą i jest w miarę dobrze.
Wiem o tym że jest strasznie nie wyraźne i mało co widać, ale to ja i moja babcia ... a raczej moja dumna postać przy swoim nowym rowerze który zbudował mi mój dziadek, nie widoczny na zdjęciu gdyż to on owe wykonywał.
Na zdjęciu tu widniejącym ten pierdziel po lewej, to ja w wieku hmm ... w sumie to nawet nie wiem, lecz w każdym bądź razie to ja, jeszcze jako młody człowiek.
Pamiętam że wówczas zrobiłem tym rowerem ładnych kilka rundek wokół parku, który znajduje się zaraz przy bloku w którym do dnia dzisiejszego mieszka moja babcia, lecz już bez dziadka gdyż ten zmarł w 1995 roku, dziadek ciężko chorował od kilku lat ... zapominał się bardzo i w ogóle przykra sprawa ... gdyż w chwili gdy dostał kolejny raz w domu wylewu i zabrali dziadka do szpitala, dziadek po kilku dniach sam odłączył od siebie całe oprzyrządowanie, czego negatywnym wynikiem było zatrucie organizmu moczem - co doprowadziło do śmierci dziadka ... no cóż dzisiaj mam chyba dzień wspomnień, taka ta niedziela dzisiaj jakaś dziwna, a przecież to zwyczajny dzień.
Wracając do tematu Rometowego roweru, ostatnia rundka którą zrobiłem tym rowerem, była bardzo pechowa, gdyż wywróciłem się i pozdzierałem sobie całe kolana, po czym z płaczem wracałem do domu w towarzystwie babci i dziadka.
A co między innymi robiłem wczorajszego dnia?, przede wszystkim odwiedziłem grób mojej kochanej mamy.
Tak, to ja w swoim kosmicznym pojeździe w 1980 roku, przed blokiem w trakcie budowy, a w którym to moi rodzice dostali półtora roku później swoje dwupokojowe mieszkanie.
Z lewej strony oczywiście moja mama, spogląda tak na mnie i ciekawe co wówczas sobie pomyślała - no cóż niestety już nie będę mieć okazji się jej o to spytać, ale choć spoglądając na to zdjęcie mam jakieś wspomnienie.
Mam bardzo mało zdjęć ze swoją mamą, czego bardzo żałuję, ale chociaż ta ich drobna ilość cieszy dzisiaj moje oczy, gdyż to jedyna pamiątka oraz jedno ze sposobów aby w jakimś sensie sięgnąć pamięcią do chwil spędzonych w towarzystwie swojej mamy.
Biedna moja mama, niechaj spoczywa w spokoju ... a jeśli stoisz tuż obok mnie i czytasz co piszę - to wiedz że pewnego dnia do Ciebie dołączę i wiedz że bardzo chciałbym wierzyć i bardzo chciałbym aby okazało się, że jednak jest po śmierci coś, co umożliwia nam wspólne spotkanie i bycie ze swoimi bliskimi, tam gdzieś ...
Teraz pisząc to, zrobiłem sobie w sumie przerwę udając się do kuchni gdzie podgrzałem sobie doprawiony kapuśniak i siedząc tu przed laptopem, pisząc do was wszystkich te słowa, zajadałem się swoim obiadowym przysmakiem, mając nadzieję iż reszta niedzieli nie zleci mi na potłuczonych talerzach, które jakimś cudem wyślizgną mi się z moich chyba w miarę zgrabnych dłoni, a i ja nie wywinę gdzieś kozła na kafelkach w przedpokoju.
PS: A teraz udam się do kuchni, zrobić sobie Cappuccino :)

Miłej niedzieli wszystkim i do następnego ... hej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz