wtorek, 9 czerwca 2015

Moje wczorajsze dzisiaj - zawsze warto troszkę się rozerwać.

Witajcie.
Dzisiaj mamy przed sobą kolejny nowy dzień, tym razem z mojej strony z troszkę większym uśmiechem podchodzę do niego z dwóch powodów - po pierwsze mam dzisiaj dzień wolny, co nie oznacza zaraz że będę tu siedział godzinami i umieszczał setki zdjęć czy też pisał wręcz do was listy ... a drugi powód to pogoda, co to znaczy?, że w końcu jest chłodniej, jestem skromną osobą i nie zawsze według mnie niebo musi być błękitne, a słońce ogrzewać ten skrawek planety na którym mieszkam, tak mocno, że aż się roztapiam niczym
lody owocowe ... choć uwielbiam jedynie czekoladowe :)

Jak już wczoraj wspominałem, zaraz po moich internetowych szaleństwach w formie przeglądania waszych wpisów w Google+, i przynudzaniu was moimi opowieściami ;).
Postanowiłem w godzinach popołudniowych wybrać się na małą wycieczkę, a dokładnie na Osiedle Błonie, a że słoneczna pogoda dopisywała - po prostu szkoda było marnować ją, spędzając czas w domu.
W trakcie całej wyprawy, czas bardzo miło spędziłem w towarzystwie swojej przyjaciółki Żanety, którą zaprosiłem właśnie tam, na obiad do baru Mikrus na pyszne leniwe ze stopionym masłem, posypane cukrem i cynamonem.
Szczerze?, leniwe były bardzo dobre, lecz po zjedzeniu swojej porcji, czułem niedosyt i jakbym był strasznie bezczelny ... to zjadłbym i porcję Żanety, która ze wzgląd na swój zwyczaj jadła posiłek bardzo powoli - jako dodatek zamówiliśmy sobie jeszcze po szklance kompotu owocowego, który był nieco kwaskowaty, ale to ze wzgląd przez to, że był to kompot z malin, czarnej oraz czerwonej porzeczki których spora ilość topiła się na dnie szklanek.
Chciałem pstryknąć focie naszego udanego posiłku, lecz zaraz obok przy drugim stoliku przysiadła się Kobieta, która zaliczała się do tej grupy ludzi którzy zamiast wsadzić oczy i nos w swój talerz, siedząc przy swoim stoliku spoglądała w naszym kierunku myśląc iż nie zauważam tego że owa nas obserwuje ... dlatego też odpuściłem sobie w tej jednej chwili przeistoczenie w fotoreportera, który za pomocą kilku zdjęć, odda wam przysługę ukazując to, czym rozpieszczaliśmy wspólnie swoje podniebienia oraz brzuszki :)
Wieeem pomyślicie sobie zaraz, a czym się tak przejąłem ... ja się nie przejąłem lecz nie lubię gdy ktoś perfidnie mnie obserwuje - niech każdy zajmie się swoimi sprawami.
Zaraz po zjedzonym posiłku opuściliśmy ten ''jadłodajny'' przybytek, i udaliśmy się powolnym spacerkiem do jednego z osiedlowych marketów, znajdującym się w tamtejszym jakże popularnym oraz rzucającym się w ludzkie oczy mrówkowcu.
Szybkie mijanko pomiędzy alejkami, które tworzyły pomiędzy sobą znajdujące się tam ściany dość długich regałów wzbogaconych różnego rodzaju asortymentem/towarem od pampersów dla dzieci i wacików higienicznych aż po różnego rodzaju przysmaki od zupek chińskich poczynając (fuj nie kupujcie i nie jedzcie tego świństwa), aż po drożdżówki, ciasteczka i na wielu innych kończąc.
W sumie powiem wam że jak na osiedlowy i dość duży spożywczak, ceny mieli dość wysokie - bo na przykład za opakowanie Etopiryna 10 sztuk u mnie w osiedlowym sklepie a nawet w aptece płacę 2.70 zł, gdzie w tymże sklepie na Błoniu koszt tych samych tabletek jest o ponad 1.10 zł wyższy, kolejny przykład to chipsy, niby z pozoru nic szczególnego ale ludzie dajcie żyć, aby za 150 gram zwykłych chipsów solonych żądać prawie 6 zł !!
Nasze zakupy, były bardzo skromne ... jednym zdaniem składały się z małej paczki paluszków solonych, paczki Petit Buerrów oraz jednej sztuki piwa smakowego Lech Shandy, którego zakupu w późniejszym czasie pożałowałem, gdyż w godzinę od wypicia trunku zaczęła mnie strasznie piec zgaga, ehh.
Po opuszczeniu sklepu udaliśmy się na spoczynek w pobliskim osiedlowym parku, który miał swoje miejsce zaraz obok bloku zwanym mrówkowcem w którym to, chwile wcześniej spożywaliśmy swój obiad, oraz zrobiliśmy zakupy.
Zajęliśmy jedną z wolnych ławeczek, znajdujących się pod bardzo kolorowym drzewem i zajadając się paluszkami solonymi, spędziliśmy czas na rozmowach oraz wspominaniu dawnych czasów.
Minęło troszkę czasu, gdy stwierdziliśmy wspólnie z Żanetą że pora już wyruszyć do domu, po czym opuściliśmy to piękne i spokojne jak dla mnie miejsce, kierując nasze kroki w stronę końcowego przystanku autobusowego a dokładnie do zajezdni autobusowej, do której z chwilą gdy dotarliśmy zachowałem się niczym, zły anioł a nawet czerwony jak krew diabełek z różkami, namawiając Żanetę abyśmy wstąpili jeszcze do Bar Kebab znajdujący się na terenie zajezdni, gdzie zamówiłem sobie Hot Dog z parówką i sosem czosnkowym ... Żaneta na nic więcej nie miała już ochoty, jedyne o co poprosiła to kubek chłodnej wody aby móc zażyć pewne lekarstwo które ze wzgląd na swoją ciężką chorobę, musi zażywać dwa razy dziennie.
Posiedzieliśmy tak jeszcze z 2-3 minuty, po czym widząc przez okno w barze nadjeżdżający do zajezdni autobus który jedzie w kierunku naszych osiedli, opuściliśmy bar aby czym prędzej znaleźć się w autobusie, który jak się okazało zamknął za nami drzwi i ruszył natychmiast, po tym gdy zajęliśmy miejsca w pojeździe.
Czas minął nam bardzo miło i przyjemnie, w sumie jestem zadowolony z wczorajszego dnia, sądzę że spędziłem go relaksująco.
Na koniec powiem wam, iż nie wiem jak to się stało, może byłem w jakimś amoku że z tejże wyprawy przywiozłem do domu jedynie 2 zdjęcia i to bardzo skromne, a którymi to w dniu dzisiejszym was obdaruję ... nic specjalnego, po prostu taka sobie skromna migawka.

Koszt obiadu:
Leniwe ze stopionym masłem, posypane cukrem i cynamonem - 6.40 zł za porcję.
Kompot owocowy, jedna porcja - 1.60 zł.

Koszt zakupów:
Paczka paluszków solonych - 1.40 zł.
Paczka Petit Buerrów - 1.60 zł.
Piwo smakowe Lech Shandy - 4.70 zł.
Hot Dog - 5 zł.
Cena biletów - 0 zł (Żania ma rentę oraz pierwszą grupę inwalidzką, a więc jechałem za darmo jako opiekun)

Pozdrawiam wszystkich i do następnego ... hej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz