niedziela, 28 czerwca 2015

Podróżnicze szaleństwo, czyli Leszek i Żaneta w roli turystów.

A tu Gdynia i prężąca się do zdjęcia mewa.
To były naprawdę fajne czasy i choć odlatują jak ten ptak w przestworza, przychodzi moment kiedy to, powracają do gniazda swoich wspomnień.
Nie ominęło owe również i moją osobę, wczorajszego dnia w zasadzie naszedł moją głowę pomysł do napisania o tym postu, czy też artykułu ''zwał, jak zwał'', wedle mojej osoby warto mi powrócić do tamtych dni, ponieważ dają mi odczucie że były chwile w których moje życie miało w sobie radość oraz poczucie że jestem po prostu wolny i bez jakichś obowiązków osoby dorosłej choć przez kilka chwil.

I nie ważne jest to, że, po powrocie do domu ponownie wróciło się do stałych obowiązków, ponieważ bardziej ważne było to, co przywiozło się ze sobą z danej wyprawy - a ta, odbyła się w towarzystwie mojej byłej partnerki Żanety a w zasadzie Żanuli, gdyż to właśnie w ten sposób przeważnie się do niej zwracałem i zwracam do dzisiaj, mimo iż teraz jesteśmy przyjaciółmi.
Zdjęcia oraz nagrania które wam przedstawiam w mojej dzisiejszej skromnej opowieści, pochodzą z 1 maj 2013 roku, to był wspaniały czas otoczony samymi jedynie wzlotami, pomijając oczywiście bardzo przykry dla mnie miesiąc luty rok wcześniej, gdyż właśnie wówczas zmarła moja mama.
Och te Gdyńskie słońce, woda, ludzie i wszystko to, co wówczas nas otaczało ''będę tu przytaczać głównie w formie mnogiej'', lecz nie tylko.
Nastrój tego miejsca bardzo nam się udzielił, może i był wiatr, to fakt ... troszkę wiało ale rekompensata w słońcu znalazła swoje uznanie w formie uśmiechu jak również zadowoleniu na naszych twarzach.
Wyjechaliśmy z samego rana pociągiem relacji Bydgoszcz-Gdynia Główna, aby po drodze zatrzymać się w Tczewie,
Już za chwilkę ruszy pociąg z Bydgoszczy ... do Tczewa.
gdzie mieliśmy zarezerwowany pokój w hoteliku, w zasadzie owy hotelik mieścił się w szkolnym internacie, gdzie parter był miejscem zarezerwowanym wyłączenie dla przejezdnych którzy mogli wynająć sobie ładny pokój w raz z elegancką łazienką za kwotę 90 zł za dobę, w sumie kiedyś było o 10 zł taniej, ale i ta kwota jakoś nas nie zniechęciła ''no cóż gdzieś trzeba było się podziać'', w sumie do tej miejscowości czyli do Tczewa zdążyłem już dawno się przyzwyczaić, a i przy okazji wróciłem do starych ''korzeni''.
Nie daleko internatu, znajdował się sklep Netto do którego odległość wynosiła jakieś nie całe 10 minut drogi na pieszo, także można było zaopatrzyć się w jakiś podstawowy prowiant, typu napój, drożdżówki, jogurt i temu podobne.
Ja akurat przeważnie szedłem do Netto po nasze ulubione chrupki, a w wolnych chwilach gdy pogoda dopisywała, zwiedzałem z Żanetą Tczew ... nigdy się nie spieszyliśmy gdyż mieliśmy przecież czas, dzięki czemu nasze oczy nie przegapiały jakichś względnie interesujących według nas widoków.
W sumie tamtejszego razu, wszystko odbyło się tak jakoś dziko, gdyż po przybyciu do Tczewa, w szybkim tempie zameldowaliśmy się w hoteliku, wypiliśmy w biegu herbatę, zostawiliśmy na miejscu cały nasz bagaż po czym, im prędzej udaliśmy się na dworzec PKP,
Dworzec kolejowy w Tczewie.
by wyruszyć w dalszą podróż w kierunku oczywiście Gdyni ... ''nie, na dzisiaj robię sobie przerwę, jestem zbyt zmęczony i co chwila robię literówki, mam dość ciągłego poprawiania słów, dokończę w dniu jutrzejszym'' c.d.n.
c.d ... przyspieszyłem tempa w drodze na dworzec, pozostawiając na chwilkę Żanetę na tyłach, aby im prędzej kupić nam obojgu, bilety do Gdyni, która była przecież naszym głównym celem, w tejże wyprawie.
Wpadłem niczym huragan do budynku dworca i zaraz zająłem kolejkę do kasy, aby zdążyć kupić bilety, zanim Żaneta dojdzie do dworca - minęło kilka chwil kiedy to stałem się właścicielem biletów, które dały nam przepustkę do podróżnego szczęścia, odszedłem od kasy, a już za chwilkę Żaneta dołączyła do mojej osoby.
Poszliśmy w kierunku peronu, gdyż już za 5 minut mieliśmy nasz pociąg, przyspieszyliśmy kroku ... w sumie nie mieliśmy przy sobie jakichś bagaży, gdyż wszystko pozostawiliśmy w hoteliku, jedynie Żaneta miała przy sobie swoją torebkę damską z którą rzadko się rozstawała.
Trafiliśmy na peron, na którym pociąg już na nas oczekiwał, rozgrzewając swoje mechaniczne wnętrzności i tym samym przygotowując się do podróży w którą już za chwilkę, miał zamiar nas zabrać.
Wsiedliśmy więc do ogromnego pojazdu na szynach, po czym im prędzej zajęliśmy miejsca w przedziale ... 5,4,3,2,1 ruszamy, teraz możemy swobodnie się rozsiąść i odetchnąć z ulgą, uspakajając nasze szybkie i ciężkie oddechy, które pojawiły się u nas z chwilą gdy tak bardzo spieszyliśmy się do pociągu.
Podróż mijała nam tak szybko, jak szybko pociąg pokonywał stacje po stacji - siedzieliśmy na przeciwko siebie podziwiając widoki przez okno znajdujące się w przedziale, w szybkim tempie naszym oczom ukazywały się budynki oraz drzewa które staraliśmy się dostrzec mimo, szybkiego pędu pociągu, a które to obrazy zmieniały się niczym klisze niegdyś używanego przez dzieci aparatu w którym oglądały kolorowe historyjki z baśni ''no coo, każdy z nas, z osobna, uwziął się że chce koniecznie siedzieć przy oknie, a więc znaleźliśmy porozumienie'', minęło troszkę czasu zanim, ogromna maszyna na szynach dowiozła nas do celu, wysiedliśmy powolnym krokiem z pociągu, i skierowaliśmy się w stronę głównego portu Gdyni.
Pogoda była piękna i słoneczna, choć jak już wspominałem na początku dość mocno wiało, ale co tam, cieszyliśmy się tym, iż jesteśmy już na miejscu i już za chwilkę będziemy podziwiać ogromne statki na wodzie :)
Szliśmy powolnym krokiem ku przeznaczeniu, podziwiając przy okazji widoki głównych oraz ruchliwych o porannej porze ulic miasta Gdyni, po drodze strzeliłem dwie fotki a więc możecie tu ujrzeć, taki po prostu skromny jakby pomnik upamiętniający tą że osobę.
W sumie, są to jedyne 2 zdjęcia które wykonałem w drodze do portu głównego, nie wiem czemu nie zrobiłem więcej fotek, chyba bardziej byłem skupiony na miejscu docelowym, niż na tym co mijam i w sumie tracę po drodze, gdyż przecież centrum miasta Gdynia również ma wiele do zaoferowania, podróżnym.
Po drodze zatrzymywaliśmy się co jakiś czas, aby podziwiać budynki jak i różnego rodzaju kawiarenki oraz sklepiki które mijaliśmy.
Minęło troszkę czasu zanim ujrzeliśmy w oddali, zarys pięknego Gdyńskiego portu, przyspieszyliśmy kroku, niczym zgłodniały człowiek który z chwilą gdy dostał posiłek, stara się owy zjeść w szybkim tempie, nie zważając nawet na to, że może się tym posiłkiem po prostu zadławić.
Szybko, szybko i szybciej, nasze nogi zaczęły przebierać w krokach coraz to prędzej - a przecież po co tak ... toć i tak już za chwilkę tam będziemy ''ach, człowiekowi już nawet w trakcie urlopu, nagle zaczyna się spieszyć, jakby mu czasu brakowało''.
Dotarliśmy na miejsce, mimo iż była to godzina około dziesiątej, może parę minut po, otaczała nas gęstwina ludzi, którzy z pewnością tak samo jak i my, przybyli na miejsce w tym samym celu, czyli, aby podziwiać piękne widoki które główny port Gdyni miał nam do zaoferowania.
W pobliżu portu znajduje się ładna fontanna, którą oczywiście postanowiłem uwiecznić na zdjęciu - woda tak pięknie tryskała z kolorowych kolumn, umieszczonych w centrum fontanny, że, aż szkoda było oczu odrywać.
Po zrobieniu fotki, udaliśmy się w lewą stronę, po której to, można było dostrzec liczne stragany, małe kawiarnie jak i bary w których była okazja coś przekąsić.
Ruszyliśmy więc z miejsca i odwiedziliśmy małą, nazwę to ''karczmę'' w której zamówiliśmy sobie po talerzu jajecznicy w raz z bułeczkami.
Zajęliśmy więc wolne miejsca, karczma była na prawdę duża, lecz niestety zdjęcia nie zrobiłem ... zamówiliśmy posiłek, i zaczęliśmy swoje rozmowy, rozglądając się jednocześnie po całym pomieszczeniu które miało swój wyjątkowy urok.
Po chwili, miła Pani podała nam nasz posiłek do stołu ... ależ Żaneta zrobiła oczy, gdy ujrzała porcję z którą jej skromny żołądek musiał się teraz rozprawić, dodatkiem do owego były również mięciutkie bułeczki z masełkiem, herbata i coś tam jeszcze ... co zawinęliśmy do mojego plecaka, ale nie pamiętam cóż to takiego było, ale jak się nie mylę to chyba takie malutkie opakowania dżemiku oraz miodu.
Przystąpiliśmy więc do konsumpcji smacznej jajecznicy, która w swoim smaku przyznam szczerze była lepsza niż domowa, nie wiem czego oni tam dodali ale jakbym miał większy spust to zamówiłbym jeszcze jedną porcje.
Po uporaniu się ze śniadaniem, posiedzieliśmy jeszcze chwilkę, po czym ruszyliśmy z miejsca w kierunku portu.
Tak się złożyło że był to dzień 1 maja, a więc trafiła nam się okazja aby ujrzeć defiladę oraz pochód marynarki morskiej, uwierzcie że był to interesujący widok jak i przeżycie.
Zajęliśmy więc godne miejsce przy taśmie oddzielającej zgromadzonych gapiów od brzegu, który przez chwilkę zamienił się w teren zgromadzenia marynarzy jak i wojska ... co pozwoliło nam z bliskiej odległości obserwować cały pokaz.
Trwało to jakąś dłuższą chwilę, pogoda zaczęła się poprawiać, a więc mogliśmy przestać martwić się tym, że w każdej chwili może po prostu lunąć na nas deszcz.
Skierowaliśmy się więc w lewą stronę ''spoglądając na powyższe zdjęcie'', i zmierzaliśmy ku pobliskim sklepikom mijając po drodze gromadę, przechodni a dokładnie turystów.
Jeszcze jeden rzut okiem w kierunku ogromnego statku wojennego ''aby nigdy im się nie przydał'', i ruszyliśmy dalej w kierunku że tak to nazwę ''jarmarków sklepikowych'', ech jakie tu zmyślne nazwy padają, a może odkryłem nowe nazwy hah.
Wchodziliśmy może nie do każdego sklepiku, ale na pewno do tych które wydawały nam się interesujące oraz takie które w naszym rozumieniu miały coś interesującego w swoim asortymencie.
I nawet nie pytajcie czy coś kupiliśmy, gdyż nie wiem jak to się stało, lecz nie kupiliśmy nic ... zero pamiątki z tamtej wyprawy.
A więc pozostają mi jedynie te zdjęcia, oraz nagrania które za chwilkę przedstawię.
Po nie długim czasie, nagle bardzo się rozpogodziło, co bardzo nas uradowało, gdyż piękna pogoda to również miłe wspomnienie, hmm ... no cóż, zawsze lepsze to, niż, uciekać lub chować się przed deszczem.
Pejzaż nieba ukazał swoje błękitne piękno, a i słoneczko nam pokazał, także zrobiło się również i troszkę cieplej, postanowiliśmy więc podejść do małego stoiska w którym można było kupić jakąś pyszną przekąskę i zamówiliśmy sobie tosta z bitą śmietaną oraz truskawkami.
Spoczęliśmy na pobliskiej ławce, i zajadając się pysznością, podziwialiśmy atrakcje Gdyni, obserwując jednocześnie ludzi przechadzających się po głównym porcie w Gdyni.
Spójrzcie proszę na ten wspaniały błękit nieba, który pojawił się gdzieś około godziny 13-14 stej, aż chce się żyć!
Siedzieliśmy tak w sumie dłuższą chwilę, dając odpocząć naszym zmęczonym z lekka nogom, komentując wszystko to, co jak dotąd ujrzały nasze oczy, jak również planując kolejne rzeczy które jeszcze chcieliśmy zobaczyć, odwiedzić jak i przeżyć.
A więc, rozmawialiśmy i rozmawialiśmy, gdy nagle padła propozycja o wdzięcznej nazwie ''ONYX'', czyli piękny stateczek którym postanowiliśmy, że po prostu się bujniemy, nie czekając zbyt długo, ruszyliśmy w kierunku pobliskiej kasy biletowej, aby zakupić dwie miejscówki, które zapewnią nam troszkę inne atrakcje, a już na pewno związane z tym, że znajdziemy się na pokładzie stateczku i troszkę sobie popływamy, odczuwając na własnej skórze siłę nadmorskich fal.


To właśnie nim płynęliśmy, niestety nie pamiętam ile nas ta przyjemność kosztowała, ale raczej nie było jakoś szczególnie drogo - choć po zakończonym kursie, oboje zgodnie przyznaliśmy, iż mogło to trwać odrobinę dłużej.
Lecz mimo wszystko, dla osób które raczej nigdy jeszcze nie płynęły takim wodnym pojazdem, była to nie lada atrakcja, zapewniająca również pewne urlopowe urozmaicenie, ni jeżeli tylko spoczywanie oraz dreptanie stopami po lądzie :)
Szczerze wam wszystkim powiem, że w porcie głównym zrobiłem sporo zdjęć, lecz nie będę tu wszystkich umieszczać gdyż nie chodzi o to, aby zakładać tu jakiś album z kilkudziesięcioma zdjęciami do oglądania, gdyż nie chce was przynudzać ... wszak któż nie widział statku phhee.
Zeszliśmy więc z pokładu, gdy nasz mini rejs dobiegł końca - troszkę nas tam przewiało, ale bynajmniej poczuliśmy siłę nadmorskiego wiatru - jeszcze zagaje do was temat budynku który szczególnie mi się spodobał, a który to przypominał mi troszkę Word Trade Center, choć niestety nim nie było, a więc przedstawiam wam ...
Takie troszkę wspomniane przeze mnie Word Trade Center, w Polskim wydaniu, z osobistej kolekcji Leszka i Żanety.
Mnie się bardzo podobał, dlatego też kolejny raz delikatnie podkreślam, iż postanowiłem że troszkę nim zaszpanuje w tym blogowym miejscu.
Zapomniałem wam również dodać, żeee gdy byliśmy na pokładzie ONYX, goniła nas zgraja piratów, swoim pirackim wodnym pojazdem który również wam zaprezentuje, gdyż ująłem go na cyfrowej kliszy, swojego starego wysłużonego telefonu Samsung S5611.
No więc strzeżcie się tego statku, jeśli nie chcecie paść łupem, Gdyńskich piratów ;)
Oczywiście z tą przestrogą to sobie teraz żartuję, a więc gdy tylko nadarzy wam się okazja, długo się nie zastanawiajcie i wykupujcie bilety na rejs tym pięknym statkiem.
Nie pamiętam już, do której godziny gościłem w raz z Żanetą w Gdyni, ale w Tczewie byliśmy gdzieś około godziny 19-20 stej.
Zmęczeni po podróży, gdy tylko dotarliśmy na miejsce, weszliśmy do pokoju, umyliśmy się, odświeżając swoje ciała, po czym spoczęliśmy na chwilkę w wygodnym i mięciutkim łóżku.
Droga do Netto, widać je w głębi zdjęcia.Lecz nasz odpoczynek nie trwał zbyt długo, może z pół godziny ... po czym Żaneta postanowiła że zrobi nam Cappuccino, a ja poszedłem do pobliskiego Netto, które znajduje się jak już wspominałem, jakieś 10 minut drogi pieszo, od budynku w którym wynajęliśmy pokój, na swój spoczynek.
Ruszyłem więc z miejsca, kierując się powolnym krokiem w stronę sklepu, widzicie go w głębi na zdjęciu które umieściłem tuż obok - zdradzę wam tajemnice, byłem tam tyle razy że w zasadzie to, trafiłbym do niego z zamkniętymi oczyma ... no chyba że przywaliłbym w ten słupek widniejący z brzegu, to zaraz bym otworzył szeroko swoje gały, mając nadzieję że nie zatrzyma mnie Policja, hah bo widzicie co na nim pisze?
Dotarłem więc do sklepu - mijałem alejka za alejką, spoglądając na wszystkie strony, rozglądając się po półkach celem znalezienia chrupek ''ehh, zawsze wprowadzam się w tym Tczewskim Netto w błąd, gdyż różnica w tym znajdującym się na moim osiedlu w Bydgoszczy, polega na tym, że w tym w Tczewie rozkład półek na sali jest odwrócony i wchodzi się na salę z prawej strony, gdzie tu w Bydgoszczy wchodzi się z lewej strony, i dlatego też wciąż mi się to myli, i gdy tylko jestem w Tczewie a i przy okazji zaglądam do Netto, to troszkę się kręcę''.
No ale nic, jedziemy dalej ... znalazłem co chciałem, ruszyłem w stronę kasy, poukładałem swój towar który wybrałem, a były to wówczas chrupki, dwa wafelki Price Polo, napój, bułki na dzisiejszą kolację oraz jutrzejsze śniadanie i po jednym jogurcie Danio, aha i jeszcze po jednym opakowaniu zupki Amino barszcz czerwony ''od dwóch lat już tego nie jadam''.
Przyszła moja kolej, zapłaciłem za towar, spakowałem go do reklamówki i ruszyłem w stronę budynku w którym mieściła się nasza dwu dobowa stancja, a w której to Żaneta oczekiwała na przybycie mojej osoby.
Tu prezentuje wam widok od szczytu budynku w którym, zarezerwowaliśmy sobie nasz podwójny nocleg.
Przyznam z czystym sumieniem, że budynek ten był bardzo zadbany, a wnętrze wszechstronne i czyste.
Nie wiem jak jest tam w chwili obecnej, lecz w tym okresie kiedy ja tam bywałem ... mogłem liczyć zawsze na miłą obsługę ze strony pracujących tam Panów portierów, jak i czystość oraz ład panujący w każdym pokoju który był do wynajęcia dla przejezdnych podróżników, między innymi takich, jakim i ja niegdyś byłem.
Teraz jeszcze kilka rzutów okiem na widok za oknem który mieliśmy, i już mogę w kolejnym ciągu kontynuować swoją skromną opowieść o wyprawie w dwa interesujące jak dla mnie miejsca.
Na jednym ze zdjęć, wita nas mała ptaszyna która postanowiła nas podejrzeć, ehh to już wygląda na to, że na ptaszki trzeba uważać - bo nawet i one zainteresowane tym, jak żyją sobie ludzie i co porabiają w swoich domach.
Podszedłem więc ostrożnie do okna, odchyliłem firanę i w szybkim tempie, skierowałem obiektyw aparatu z telefonu w kierunku zwierzątka, które postanowiło spocząć sobie chwilkę na parapecie za oknem naszego pokoju który wynajmowaliśmy.
A drugie zdjęcie z kolei, pokazuje widok nieco bardziej obok, ktoś pomyśli że w sumie nic nadzwyczajnego, ale mnie tam się podobało, z resztą tam zawsze było tak cichutko, i z dala od wciąż pędzących aut, tirów itp.
Wróciłem więc do pokoju w hoteliku i rozpakowałem wszystkie zakupy ''hmm zabrzmiało to teraz tak, jakbym nie wiadomo ile tego nakupował'', no ale z pustą ręką nie wróciłem - Żaneta poszła do pomieszczenia obok, czyli do kuchni która umieszczona była na głównym holu ''była to po prostu ogólnie dostępna kuchnia dla każdego, można było znaleźć w niej, sztućce, talerze i temu podobne'', wstawiła wodę na Cappuccino, i już po kilku minutach cieszyliśmy się oboje, nie tylko swoim towarzystwem, ale i ciepłym smacznym trunkiem.
Zajęliśmy miejsca przy stoliku, który był jednym z niespełna kilku mebli w pokoiku, i zaczęliśmy te swoje długie rozmowy, wspominając cały dzień który wspólnie spędziliśmy oraz opisując nasze wrażenia z pobytu w Gdyni - włączyliśmy sobie przy tym telewizję na kanał VIVA i przy rytmach muzyki, dryfowaliśmy w swoich dalszych opowieściach, niczym statek na spokojnej wodzie.
Nadeszła godzina 23 cia i czas, aby wziąć ponownie prysznic i ułożyć swoje zmęczone już ciała na wygodnym łóżku, aby usnąć i śpiąc tak do białego rana ... obudzić się wypoczęci oraz gotowi do dalszych przygód tym razem w Tczewie.
Tu zwiedziliśmy nowo otwartą Galerię Kociewska, w sumie to nie różni się owa od tutejszych marketów w których pełno małych sklepów, sklepików, kawiarenek, cukierni oraz różnego rodzaju punktów usługowych jak i firmowych oddziałów typu sieci komórkowe itp.
Chodziliśmy przez jakiś czas po galerii, rozglądając się raz na lewo a to za chwilkę na prawo, aby potwierdzić nasze oczy w przekonaniu, że to po prostu kolejny, market pełen tego wszystkiego co na co dzień widujemy również i w naszym mieście Bydgoszcz.
Spędziliśmy w tym sklepie około godzinę, może troszkę dłużej, po czym wyruszyli w głąb miasta.
Może dla was na pierwszy rzut oka, miasto to nie jest jakieś wyjątkowe i pomyślicie nawet że to jakaś po prostu troszkę większa dziura zabita dechami ... jednak według mnie Tczew posiada swój urok i może się podobać, jak również być miasteczkiem w którym warto choć na chwilkę się zatrzymać, i zwiedzić możliwie jak najwięcej zakątków w nim się znajdujących.
Po drodze, im głębiej w centrum miasta, rozglądaliśmy się również za oddziałem sieci komórkowej Orange, gdyż ja w tamtym okresie korzystałem jeszcze z usług sieci Play, i po prostu chciałem przejść do sieci, która miała do zaoferowania tańszą oraz bardziej zróżnicowaną ofertę, która była bardziej interesująca dla klientów z takiej półki jak ja ''czyli niższej''.
Oczywiście taki punkt sieci Orange znaleźliśmy, weszliśmy do owego, zajęliśmy miejsca klientów na wysokich siedziskach na które wręcz trzeba było się wdrapać, po czym zapoznałem się z ofertą, która wydała mi się jak dla mnie bardzo korzystna, lecz ja musiałem jeszcze prawie dwa miesiące poczekać aż zakończy mi się umowa z siecią Play, po za tym nie miałem przy sobie odpowiednich dokumentów aby cokolwiek rozpoczynać ... a więc po prostu wysłuchałem pracownika salonu, po czym opuściliśmy pomieszczenie, kierując swoje kroki w stronę rzeki, na którą niegdyś lubiłem chodzić w raz z Basią ''ale to już inna historia'' - ruszyliśmy więc przed siebie powolnym krokiem, obserwując całe to wyjątkowe otoczenie które było częścią miasta w którym jakby nie było, z wielką ochotą gościliśmy jak i z tak samo wielką ochotą podziwialiśmy.
Idąc tak przed siebie, dotarliśmy do jednego z Tczewskich osiedli, przy którym płynęła rzeka Wisła, to na prawdę piękne miejsce, można tam spocząć na jednej z ławek, ciesząc się widokiem spokojnie płynącej rzeki po której co jakiś czas przepływała jakaś łódka lub mały statek bądź nawet żaglówka.
Zajęliśmy oboje miejsca na jednej z ławeczek, i spoczywając na niej, pochłanialiśmy energię słoneczną która padała wprost na nasze wypoczęte poranne twarze - siedzieliśmy tak, wciąż rozmawiając, obserwując jednocześnie widoki pobliskiej okolicy oraz ludzi którzy co jakiś czas nas mijali.
Mijały kolejne minuty, a nawet godziny, gdy w końcu uradowani nadmiarem promieni słonecznych, postanowiliśmy się nieco przesiąść, aby nasza skóra odpoczęła troszkę od słońca - patrząc na zdjęcie obok, po lewej stronie za naszymi plecami były takie małe gęsto zarośnięte krzewy, a za nimi inne ławki, a więc po prostu przesiedliśmy się na ławkę która znajdowała się nieopodal tej na której dopiero co siedzieliśmy, i ciesząc się tym razem widokiem placu zabaw, jeszcze przez jakiś czas spoczywaliśmy na ławce.
Minęło jeszcze troszkę czasu, gdy wspólnie stwierdziliśmy, iż czas powrócić do naszego pokoju w hoteliku i troszkę odpocząć.
Lecz zanim to nastąpiło, w drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o pewne miejsce ... a tym miejscem był park w którym przysiedliśmy oboje na ławce i ciesząc się widokiem ładnej fontanny, podziwialiśmy jak pluskają się w niej małe dzieci spragnione jakże prostych atrakcji.
Na dołączonym obok zdjęciu, owych dzieci nie widać, lecz proszę mi uwierzyć że po około pół godzinie, pojawiły się, a mnie bardziej zależało na tym aby fontannę uwiecznić bez jakichkolwiek osób, a więc stąd ta delikatna pustka.
Po jakimś czasie spędzonym w tymże miejscu, ruszyliśmy z miejsca w kierunku naszego chwilowego mieszkania, które z utęsknieniem oczekiwało naszego przybycia.

Po drodze wstąpiliśmy jeszcze raz na dworzec główny PKP, celem skosztowania obiadu w pobliskim barze, który do dnia dzisiejszego znajduje się na dworcu, zachęcając podróżnych do skorzystania z tamtejszej jakże smacznej i nie drogiej kuchni, oczywiście z miłą obsługą.
A na prawie że zakończenie mojej opowieści, mała migawka jednego zdjęcia, z jeszcze pobytu nad Wisłą w Tczewie, która to ukazuje wam brzeg rzeki a nad nią drobne skupisko kaczorków oraz kaczuszek, które przybyły do brzegu w chwili gdy podrzuciłem im nieco prowiantu, a więc i one miały jakąś drobną przyjemność z naszej gościny, w tymże interesującym jakby nie było miejscu.
Reszta dnia minęła nam dość szybko - spędziliśmy go w swoim pokoju, regenerując siły ... aby następnego dnia rano, zabrać ze sobą wszystkie swoje rzeczy, i z ogromem wspomnień w swoich głowach, jak i zdjęciami w telefonach, powrócić do naszego miasta Bydgoszcz ... ciesząc się jeszcze przez kilka dni tym co wspólnie przeżyliśmy.

Pozdrawiam wszystkich i do następnego ... hej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz