środa, 22 lipca 2015

Gdy połamie Cie w gnatach tak jak mnie.

Dzisiejszego dnia chyba wszystko postanowiło skupić się na mnie.
Powiadają że Pan Bóg nieruchliwy ale sprawiedliwy, i teraz nie wiem czy to kara za mój wczorajszy wpis który jest gorzką prawdą, czy też coś co krąży dzisiejszego dnia po moim organizmie chce mi pokazać, że w przeciągu jednej małej chwili, można mnie przełamać jak sklejkę.

Wczorajszego dnia, wpadłem na pomysł aby wybrać się na miasto, oczywiście nie sam lecz z Żanetą, a więc po odebraniu nieco wcześniej kilku telefonów dotyczących prac wod-kan takich jak wykonanie instalacji wodociągowej, podłączeniu w jednych ze szkół serii muszli klozetowych oraz zlewów, wyruszyłem w teren.
Pogoda była niczego sobie, słońce ogrzewało moją łepetynę, a więc samopoczucie było takie wypośrodkowane czyli było mi przyjemnie, jak z Kobietą w łóżku a jednocześnie czułem się, jakby ktoś szedł za mną i polewał moje ciało gorącą wodą.
Doszedłem, ale nie tak jak sobie teraz myślicie, chodzi mi że do mieszkania Żanety, wsadziłem swoje cztery litery w autobus, i zjechałem na niższą kondygnację miasta, te 3 przystanki ... w sumie już po około 20 minutach przekroczyłem próg mieszkania mojej przyjaciółki, a zarazem mojej byłej partnerki.
W jednej chwili zakrzyczałem, wchodząc do dusznego jak diabli mieszkania, ''Dajcie mi pić, bo zdechnę jak zwierzę!'', siostra Żanety, o imieniu Kasia pobiegła im prędzej do kuchni, aby już po chwili przynieść mi szklankę chłodnego napoju - siedzieliśmy tak w trójkę w jednym pokoju, rozmawiając o wszystkim i jakby o niczym ... ''Poczekajcie, ino wentylator włączę''.
''OK już jestem, kurde wybiłem się z rytmu teraz'', minęło jakieś 30-40 minut, gdy zagaiłem do Żanety abyśmy poszli sobie na spacer na Stary Rynek i na Wyspę Młyńską, wskoczyliśmy więc w swoje wygodne buty i ruszyliśmy przed siebie, przez ten czas gdy przebywałem w mieszkaniu obu miłych Pań, zrobiło się pochmurno, w sumie to Żaneta odruchowo chwyciła za parasol gdy już wychodziliśmy z pokoju, a więc jakby co mieliśmy swój rozkładany dach.
Szliśmy tak przed siebie brzegiem, jeziorka które ze spokojem płynęło sobie wzdłuż Wyspy Młyńskiej, doszliśmy tak do Starego Rynku gdy nagle zaczęło kropić, weszliśmy na chwilkę do sklepu Biedronka aby przeczekać delikatną ulewę i już po pięciu minutach deszcz osłabł w swoich działaniach - wyszliśmy ze sklepu w którym w sumie nic nie kupiliśmy z resztą nawet nie weszliśmy na salę towarową, zaproponowałem że kupie nam obojgu po lodzie, tam na Starym Rynku jest taka lodziarnia gdzie sprzedają pyszne czekoladowe oraz czekoladowo waniliowe lody, porcja małego loda kosztuje 4.50 zł, a jest tak duża, iż dobrze że nie zdecydowałem się wziąć dużej porcji bo bym męczył tego loda, przez pozostałą część drogi.
Szliśmy wciąż przed siebie, nigdzie się nie spiesząc, po opanowaniu przeze mnie lodzika, postanowiłem że wejdę na chwilkę do Żabki i kupię sobie hot dog, którego tak reklamują w telewizji, zapłaciłem za niego 3 zyle, nawet dobry, a i szybko go opanowałem - zrobiłem z Żanetą jeszcze jedno kółeczko wokół Rynku i ruszyliśmy w stronę jej mieszkania.
Nagle zaczęło mocno kropić, krople deszczu opadały na nas coraz to intensywniej ... jeszcze po drodze spotkałem mamę Macieja, ''No wiecie którego'', w sumie to minęła nas i chyba nawet mnie nie zauważyła.
Po czasie, dobrze się rozpadało a więc parasol, jak najbardziej przydał nam się, będąc towarzyszem naszej skromnej wyprawy w miasto - w sumie to po około dwóch godzinach, wylądowaliśmy w domu, na ciepłej herbacie i na całe szczęście bez mokrych ciuchów, posiedziałem tak jeszcze z 40 minut u Żanety, po czym wyruszyłem do domu ... pomyślałem, ''Mam to gdzieś, nie idę na pieszo, wsiadam w autobus, mam dość spaceru'', autobus przyjechał po około siedmiu minutach, wpadłem do niego zajmując wolne miejsce, z resztą jechał prawie pusty, nie wiem gdzie Ci ludzie się pochowali.
Będąc już na swoim osiedlu postanowiłem że wejdę do Netto, i kupię sobie Polo Colę, taki tam napój gazowany za 0.99 groszy.
No i stało się ... stojąc w kolejce przy kasie, wszedł do sklepu Sławek, to ten co przypominał sobie zawsze o mnie z chwilą gdy czegoś potrzebował, wówczas dzwonił do mnie aż smartfon mi czerwieniał - poczekałem chwilę na niego, pomyślałem, toć nie będę uciekać, bo tylko tchórze tak robią, a ja do nich nie należę.
Wyszliśmy przed sklep troszkę porozmawiać, a ja w szybkim tempie wypiłem chłodną colę ... postaliśmy tak z 20 minut, po czym pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę, przyszedłem do domu, zadzwoniłem do Żanety, aby dać jej cynk że jestem już w domu, ''Zawsze tak robimy, dzięki temu wiemy że każdy z nas dotarł do domu bez szwanku'', nie minęło nawet pół godziny, gdy poszedłem do łazienki, pochyliłem się nad zlewem a z buzi wylała mi się czarna maź, dosłownie jakby ropa naftowa wyleciała mi z żołądka, po około dwóch godzinach coś zacząłem się delikatnie dziwnie czuć, ale nie przejąłem się tym, i zajmowałem w dalszym ciągu swoimi sprawami.
Położyłem się spać dość wcześnie, bo około 22:30, usnąłem w sumie sam nie wiem kiedy, po to, aby o 3:40 obudzić się z upierdliwie mocnym bólem stawów, bólem głowy i telepaniem całego ciała, jakby mnie ktoś pod linie wysokiego napięcia podłączył ... zamknąłem im prędzej okno, które gdy ciepło zawsze mam uchylone, przymknąłem drzwi od pokoju i zakryłem się po same oczy kołdrą, ależ było mi zimno!!, ból stawów narastał, a tu żadnej tabletki na ewentualną grypę, i to było już koniec mojego spania, zaraz gdy nadeszła godzina siódma, ubrałem się i poleciałem do apteki, ''Damn it!!'', krzyknąłem w myślach, otwierają o ósmej a mnie wszystko cholernie boli, wróciłem się więc do bloku w którym mieszkam, i zaraz pobiegłem do Netto, kupić Gripex i herbatę zieloną o smaku cytrynowym - w sumie jakbym miał ocenić dzisiejszy cały dzień, to, mam go głęboko w odbycie ... nie lubię chorować, to mnie ogranicza, czuje się wówczas taki do kitu i zupełnie niezaradny, cholerne gówno, ból głowy, stawów, nawet zęby mnie bolą, sraczka czyt. biegunka chyba z 30 razy w ciągu tego dnia, a i to pieczenie w żołądku - chyba złapałem jakiegoś wirusa, może te lody mi zaszkodziły, albo kij go tam wie, skąd oni te parówki biorą do tego hot dog.
Po południu jeszcze miałem telefon z Olsztyna, spojrzałem na ekran smartfona, ''Pomyślałem, nie odbieram, dzisiaj już odpuszczam, nie mam nawet ochoty z kimkolwiek rozmawiać'', telefon podzwonił jeszcze przez moment, po czym ten ktoś postanowił się poddać, no ale może gdyby wiedział jak się dzisiaj czuje, to by mnie zrozumiał.
Dzisiaj sobie troszkę ponarzekałem, ale nawet mi to nie pomogło, czuje na mojej twarzy delikatny powiew wiatru, wydobywający się z wentylatora, który mam stać obok na krześle ... może już jutro będzie lepiej.
A powiem wam, że jest grono osób na Google+, które z chęcią poznałbym osobiście, no ale te osoby akurat nie są z Bydgoszczy.
PS: Nie pijcie tego szajsu - http://kobieta.fakt.pl/zdrowie-i-fitness/dean-wharmby-rak-watroby-przez-napoje-energetyczne-,artykuly,560806.html?utm_source=gplus&utm_medium=social&utm_campaign=gplus
Jak mnie ta klawiatura w laptopie wpienia, robię przez to nieświadomie literówki, i co chwila muszę się logować, aby błędy poprawiać, SHIT!!.

Pozdrawiam wszystkich i do następnego ... hej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz